wtorek, 27 stycznia 2015

KOCHAM CIĘ FONTANNO!!!!!!!

Witajcie kochani!. Mam na imię Vicki.Jestem tutaj,ponieważ niektórzy ludzie mówią:"Po co nam są marzenia?. Przecież i tak się nie spełnią". Ja jednak twierdzę inaczej.Pewnie zastanawiacie się dlaczego ja tak sądzę.Tego niedługo dowiecie się sami.Tak,więc zaczynamy!.

 Był ciepły letni wieczór,a ja z nudów spacerowałam sobie po parku.Nagle coś zaczęło wibrować mi w kieszeni.Okazało się,że to telefon.Hura!. Dostałam SMS'a od swojego chłopaka.Jednak kiedy odczytałam SMS'a byłam załamana.W wiadomości napisane było: "Przykro mi Vicki ,ale muszę z tobą zerwać.To naprawdę nie twoja wina tylko moja". Co za dupek!. Nie wiem czy jestem bardziej wściekła czy zrozpaczona.Idę do domu i z rozpaczy walne się na łóżko.Parę minut później byłam koło fontanny.Ludzie są tak bardzo głupi marnują kasę wrzucając ją do fontanny.Naprawdę macie aż tak dużo kasy!?. Moim zdaniem to nie powinniście się tak tym chwalić bo przecież to Polska i tak w końcu Tusk wam to wszystko zabierze.Może i ja wrzucę pieniążek do fontanny przecież nie ma nic do stracenia.Chłopak mnie rzucił jedyne co mi pozostało to wydawać kasę której nie mam.Podeszłam bliżej,wrzuciłam pieniążek i pomyślałam życzenie.Moim marzeniem było spotkać zespół BTS. Potem od razu ruszyłam w stronę domu.Gdzieś tak pół godziny później byłam już w swoim pokoju.Od razu położyłam się spać.
                                                                        Następnego dnia
Przebudziłam się o godzinie 11.00.Kurde nie wyspałam się a to tylko dlatego,że brzuch z głodu mnie boli.Aaaaa ale nie chcę mi się otwierać oczu.Mam pomysł skoro jestem u siebie w domu to do kuchni pójdę z zamkniętymi oczami.Okej tak,więc ruszyłam.Ała głupia ściana!. Skąd ona się tu wzięła?!. Ała!. Ta kuchnia jest dalej niż myślałam.
                                                           Kilka odbić później
Otworzyłam oczy na szczęście okazało się,że byłam w kuchni.Podeszłam do stołu i wzięłam jabłko.Podeszłam do okna które był nad szafką i zaczęłam zajadać się jabłkiem.Gdy nagle.........
-Cześć jak ci się spało?
-Świetnie-odpowiedziałam.
Czekajcie,czekajcie przecież nie ma rodziców w domu bo pojechali do ciotki na tydzień .Momentalnie się odwróciłam a moim oczom ukazał się Rap Monster.Z wrażenia aż jabłko wypadło mi z ręki na podłogę.
-To dobrze-powiedział a potem podszedł do mnie i poczochrał mnie po głowie.Nic nie odpowiedziałam byłam za bardzo zdziwiona.
-Mam do ciebie jedno pytanie-powiedział.
-Jakie?-spytałam.
-Czemu jesteś ubrana w koszule Jungkook'a?-zapytał.
Że co?. Jak to się stało?. Może sobie przypomnę nie jednak nie.Dlaczego nie pamiętam wczorajszego wieczoru?. To podejrzane.
-Ja......ja nie wiem-odpowiedziałam.
Moją rozmowę z Rap Monster'em przerwał Jungkook który właśnie wchodził do kuchni.
-Cześć Vicki!. Jak ci się spało w moim pokoju?-spytał.
WTF?!. Czy to żarty jakieś?!. Jeśli tak to nie śmieszne.Co się tu kurde dzieje?!. Co ja do cholery jasnej robię w dormie BTS?!. Gdy trochę ogarnęłam te całą sytuacje to spojrzałam na Rap Monster siedział na krześle i się śmiał.
-Dobra w taki wypadku nasuwa mi się tylko jedno pytanie.Gdzie ty wtedy spałeś?-zapytałam.
-Z tobą w pokoju-odpowiedział.
Gdy to powiedział szczęka mi opadła.Chwile później usłyszałam głośny hałas.Okazało się,że to Rap Monster którego tak rozbawiła ta sytuacja,że aż spadł z krzesła na podłogę ale co najdziwniejsze nadal się śmiał.W tamtej chwili zastanawiałam się czy on śmieje się z tego,że spadł z krzesła czy nadal śmieje się z tego co powiedział Jungkook.Później pomyślałam,że nic gorszego mi już nie powie.Jednak szybko przekonałam się,że nie miałam racji.
-Nie martw się chyba nic się między nami nie działo-powiedział
No po tym to myślałam,że go walnę ale jednak się powstrzymałam.Rap Monster który nadal leżał na podłodze ze śmiech już nie mógł wytrzymać.
-Chyba!?- spytałam wściekła.
-No bo pewny nie jestem,ponieważ nie pamiętam wczorajszego wieczoru-odpowiedział.
Chwile później Rap Monster wstał z podłogi,stanął obok mnie i powiedział.
-Jungkook przestań bo mnie ze śmiechu już brzuch boli.Wiecie co ale w sumie to ja też nie pamiętam wczorajszego wieczoru.Ale tak czy siak ta sytuacja jest bardzo zabawna.
Bez chwili zastanowienie walnęłam Rap Monstera prosto w ramie i spytałam
-Co cię bawi w tej sytuacji?
-No wszystko.No weź spójrz na to z mojej strony  rano wchodzę do kuchni i wiedze ciebie ubraną w jego koszule.Potem przychodzi ten i mówi,że spałaś w jego pokoju razem z nim.A na dodatek nikt z was nie pamięta wczorajszego wieczoru.-powiedział i znowu zaczął się śmiać.
-Ej no właśnie skoro nie pamiętamy wczorajszego wieczoru to skąd wiesz,że spałam w twoim pokoju?-zapytałam Jungkook'a
-Bo przebudziłem gdy ty wychodząc z mojego pokoju walnęłaś się o ścianę-odpowiedział.
-To byłaś ty?!. Myślałem,że to Suga on zawsze się o coś obija.-powiedział Rap Monster.
 Nic nie odpowiedziałam,ponieważ moją uwagę przykuły drzwi które otworzyły się w pomieszczeniu na przeciwko kuchni.Z pokoju ubrani w same bokserki wyszli V i J-hope. Ze zdziwienia aż sobie musiałam usiąść na podłodze.
-Vicki wszystko w porządku?-zapytał V.
-Tak ale mam do was jedno pytanie-odpowiedziałam.
-Jakie?-zapytał J-hope.
-Co wy do cholery robiliście w jednym pokoju?-spytałam.
-Nie wiem ale wszystko mnie boli-powiedział V.
O kurwa jednak niektórzy fani mieli racje mówiąc,że Vhope is real.Not a fantasy.A ja w to nie wierzyłam teraz mam nauczkę.
-Nie martw się oni tak zawsze-powiedział Suga który razem z Jin'em i Jimin'em wchodzili do kuchni.
-Wstawaj!-powiedział Jimin a potem pomógł mi wstać.
Trochę się zawstydziłam,ponieważ jest tu tyle facetów a ja w samej koszuli i na dodatek jeszcze nie swojej.Nie fajnie.
-A Vicki widziałem jakieś walizki w salonie .Czy to nie przypadkiem twoje rzeczy?-zapytał Jin.
-Bardzo możliwe-odpowiedziałam.
-Weź te rzeczy do mojego pokoju-powiedział Jungkook.
Poszłam po walizki do salonu i wzięłam je do pokoju Jungkook'a.Gdy byłam w pokoju zabrał ciuchy z walizki i poszłam do łazienki.Ubrałam się w czarną,rozkloszowaną spódnicę, białą bluzkę i czarna ramoneskę.Gdy zrobiłam wszystkie poranne czynności od razu wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju.Gdy tak siedziałam i rozmyślałam do pokoju wszedł pół nagi Jungkook.
-Przepraszam ja tylko po bluzkę-oznajmił.
Postanowiłam,że nie będę się na niego gapić więc odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Już?-spytałam.
-Tak-powiedział i wyszedł.
Matko boska co mu strzeliło do głowy żeby wchodzić pół nagim do pokoju wiedząc,że ja tam jestem.
Postanowiłam,że pójdę się przejść.Wzięłam czarną torbę i gdy miałam już wyjść w drzwiach stanął V.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział.
-Dziękuje.Ale czego chcesz?-spytałam.
-A tak sobie przyszedłem-odpowiedział.
-No to będę cię musiała przeprosić,ponieważ idę się przejść-powiedział i uśmiechnęłam się do niego.
Gdy wyszłam ze próg drzwi załapał mnie za rękę,przyciągną do siebie i pocałował.
                                                              Kilka minut później
Gdy przestał mnie całować od razu bez słowa wyszłam z dormu BTS.Jak on tak mógł?!. Ja mam chłopaka ale czekaj skąd on mógł to wiedzieć.To w takim razie chyba nie mam powodu do tego żeby się na niego wściekać.A no właśnie a propo mojego chłopak to dziwne,że do mnie nie napisał.Postanowiłam,że w takim razie to ja do niego napiszę.Weszłam w wiadomości i zobaczyłam odczytanego SMS'a.Co kiedy ja go odczytałam?. Zobaczę co napisał. Kurwa co za dupek!. Zerwał ze mną przez SMS'a i jeszcze miał zajebistą wymówkę.Z chęcią bym mu teraz przyjebała.Gdy się trochę uspokoiłam stwierdziłam,że jeszcze się trochę pochodzę  i dopiero wrócę do dormu BTS.
                                                               Kilka godzin później
 Postanowiłam,że po tylu godzinach wałęsania po okolicach wrócę w końcu do dormu .Chłopaki powitali mnie z uśmiechem na twarzy jednak kiedy zobaczyli mój smutek od razu zaczęli się mnie pytać: Co się stało?. Z początku nie chciałam im powiedzieć o co chodzi a po paru namowach w końcu się zgodziłam.Gdy im wszystko powiedziałam chłopaki zaczęli mnie pocieszać.
-Vicki chodź ze mną-powiedział Jungkook a potem złapał mnie za rękę i pociągną do swojego nowego pokoju.
-Na poprawę humoru mam dla ciebie prezent-powiedział i podał mi pudełeczko.
-O matko jaki piękny naszyjnik.Dziękuje-powiedziałam gdy otworzyłam pudełko.
Jungkook wziął ode mnie naszyjnik na którym było moje imię a ja wtedy odwróciłam się do niego plecami.Gdy zapiał mi naszyjnik od razu mnie przytulił i dał buziaka w policzek.Byłam tak zdziwiona,że postanowiłam jak najszybciej wyjść z jego pokoju.Kilka minut później byłam już u siebie w pokoju.Położyłam się spać i chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć.Niestety  nie mogłam zasnąć bo myślałam cały czas o tym buziaku.Pomyślałam,że może ciepłe mleko mi pomoże.Poszłam do kuchni,otworzyłam lodówkę niestety nie było w niej mleka.Po chwil zamknęłam lodówkę kopem i  smutna usiadłam na krzesło.Gdy tak siedziałam do kuchni wszedł Suga
-Co ty też nie możesz zasnąć?-zapytał.
-Tak-odpowiedziałam.
-Chcesz może herbatę z miodem?-spytał.
-Na jasne-powiedziałam.
Siedzieliśmy tak z Sugą pijąc herbatę i rozmawiając.Po godzinie byliśmy już tak zmęczeni,że poszliśmy do swoich pokoi spać.
                                                               Następnego dnia 
Obudził mnie głośny krzyk chłopaków. Z tego co udało mi się usłyszeć to krzyczeli słowa"Jungkook się zakochał" a potem "Jungkook i Vicki". Co on się we mnie zakochał?!. Nie tam na pewno mi się wydaje oni tego nie krzyczą.Nie tam to tylko moja wyobraźnia szwankuje.Jednak gdy oni znowu zaczęli krzyczeć byłam pewna,że mi się nie zdawało.Podniosłam się z łóżka i wyszłam do salonu.Gdy już byłam w salonie zamurowało mnie z wrażenia.Wszędzie były poprzyczepiane balony w kształcie serca i w całym salonie leżały rozsypane płatki róż.Chłopak gdy mnie zobaczyli od razu popchnęli Jungkook'a w moją stronę.Usiadłam razem z maknae na sofie.
-Bardzo cię lubię-powiedział.
-Ja ciebie też bardzo lubię-odpowiedziałam.
Spoglądaliśmy sobie w oczy.Naglę on zaczął się do mnie przysuwać.Kilka sekund później już mnie całował na początku byłam zdziwiona lecz później odwzajemniałam pocałunek.Reszta chłopaków zaczęła obrzucać nas płatkami róż.Gdy przestaliśmy się całować on mnie objął mnie ramieniem a ja zobaczyłam jak V z J-hop'em się przytulają.Potem  Jungkook zaczął mnie znowu całować.Mam nadzieje,że po tej historii która mi się przydarzyła i którą wam opowiedziałam będziecie wieżyc w to,że marzenia się spełniają.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heja :) .Z tej strony  Adminka Neko :P . O to było moje opowiadanie o Bangtan Boys.Przepraszam ale nie mogłam się powstrzymać  i musiałam dodać do opowiadania wątek z Vhope xD.Mam wielką nadziej,że wam się podobało.Jak zwykle w komentarzach możecie pisać z kim  mam napisać kolejne fanfiction  oraz czy to opowiadanie się wam podobało czy też nie.Na koniec jak zwykle zdjęcia bohaterów którzy biorą udział w opowiadaniu.
  



V




 J-hope




Jimin




Jin
  


Jungkook



Rap Monster



             

  Suga

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Inne posty.

                                             
                                                             Uśmiechnij się - BTS
                                                   Post z serii:Blądzenie w internetach

niedziela, 25 stycznia 2015

A jednak, marzenia się spełniają...

       Czasem w naszym życiu dzieją się rzeczy o których nawet w najśmielszych snach nie marzyliśmy. Gdyby zwykły szary człowiek podszedł do was na ulicy i powiedział, że dziś spełni się wasze największe marzenie, pewnie byście mu nie uwierzyli. Nie przejmujcie się Kira też nie chciała uwierzyć...
       Dziś rano obudził ją dźwięk dzwonka "Rock your body". Przeciągnęła się na łóżku i wzięła telefon do ręki.
-Hmm... 10 połączeń nieodebranych i 15 smsów, a wszystko to od Kim- westchnęła.- Czego ona może chcieć tak wcześnie rano?
        Kira spojrzała na zegarek i jakie było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że wcale nie jest "aż tak wcześnie".
-To niemożliwe! Przecież dopiero co był wieczór, a teraz ma niby być 12?! Obiecałam Kim, że o 13 pójdę z nią na zakupy.
        Podniosła się w oka mgnieniu z łóżka i podbiegła do szafy. Wyciągnęła z niej ulubione rurki (białe w drobne fioletowe kwiatuszki) i ciemną jeansową koszulę. Poszła do łazienki. Wzięła szybki 10- minutowy prysznic. Wysuszyła włosy i związała je na czubku głowy w koka. Ubrała się i zrobiła sobie delikatny, pastelowy makijaż. Poszła do swojego pokoju, wzięła swój ulubiony jasnoróżowy plecaczek, portfel i słuchawki. W międzyczasie zdążyła jeszcze wysłać smsa do Kim o treści: "Sorki, spóźnię się trochę, bo zaspałam. Będę za 20 minut. Błagam nie gniewaj się.". Założyła jeszcze tylko swoje ulubione conversy i wybiegła z domu. Przebiegła kilka ulic i wsiadła do metra.

W tym samym czasie...

-Musimy wymyślić coś extra dla fanów.
-W końcu to będzie koncert w trzecie urodziny zespołu.
-Macie jakiś pomysł?
-Ja mam- zaczął manager- dowiecie się podczas koncertu, dziś wieczorem.
-Niech ci będzie- powiedział N- ale nie waż się zawieść naszych fanów. To dla nich tak samo ważny dzień, jak i dla nas.
-Nie masz się czym martwić liderku- odparł i uśmiechnął się w stronę N'a.
-W takim razie, my lecimy na próbę przed dzisiejszym koncertem, a ty zajmij się ta niespodzianką- powiedział Ravi.
-Fighting- odpowiedział manager.
Vixx wyszli z biura i ruszyli w kierunku sali prób.

20 minut później...

        Kira nareszcie dotarła do mieszkania Kim. Dzień dopiero się dla niej zaczął, a ta już jest wycieńczona. Jeszcze tylko te nieszczęsnej zakupy i wieczorem jej wymarzony koncert, o bilety na który tak bardzo się starała. Wreszcie zobaczy swój ulubiony zespół i swojego biasa. Nacisnęła na dzwonek i w ciągu nanosekundy  drzwi się otworzyły. Stała w nich Kim, wystrojona jak stróż w Boże Ciało. Tak to już jest, kiedy przyjaźnisz się z modową blogerką. Kim ubrana była w obcisła złotą minówkę, czarną koszulę bez rękawów, która zapięta była pod samą szyję i czarne szpilki. W ręku trzymała złotą kopertówkę, a na twarzy miała mocny makijaż. Włosy oczywiście rozpuściła.
- Nareszcie jesteś- zaczęła- już myślałam, że się na ciebie nie doczekam- oznajmiła.
Kira lekko się zarumieniła, było jej przykro że się spóźniła i czuła się jak szara myszka przy tak ubranej Kim.
         Przyjaciółka złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę schodów.
- Musimy się pośpieszyć. Wieczorem koncert, a ja niem nie mam się w co ubrać. Muszę wyglądać wyjątkowo, jeśli chcę żeby Hyukie zwrócił na mnie uwagę- oznajmiła.
Kirze zrobiło się przykro, bo przy tak przebojowej przyjaciółce, jej bias na pewno nie zwróci na nią uwagi. Kim wydać to uśmiechnęła się do niej i powiedziała.
- Nie martw się. Z ciebie też zrobimy bóstwo. Wystroję cię tak, że nawet Tiffany przy tobie będzie wyglądać jak zwykła dziewczyna.
- Dzięki, ale nie trzeba. Skupmy się lepiej na uzupełnieniu twojej garderoby- odparła Kira.
- Jak chcesz, ale i tak zrobię wszystko żebyś wyglądała dziś olśniewająco.
Kira westchnęła i ruszyły razem w stronę ulubionych butików Kim.

Powróćmy teraz do chłopaków z Vixx.                

     Kiedy Kira i Kim włóczyły się beztrosko po sklepach, oni wylewali z siebie siódme poty, aby odpowiednio przygotować się do koncertu na który tak bardzo wszyscy czekali. Mimo braku czasu każdy z nich zastanawiał się czym może być ta niespodzianka dla fanów, którą przygotował manager, ale żaden z nich nie był nawet blisko tego, co on wymyślił. jedyne co im pozostało to cierpliwie poczekać na koncert i wtedy się dowiedzieć.

     Jest już 17, koncert za godzinę się zacznie. Kira siedzi w swoim rozmyśla w co by tu się ubrać na koncert. Nagle rozlega się dźwięk dzwonka do drzwi.
- To pewnie Kim- powiedział sama do siebie Kira.
Westchnęła i ruszyła w kierunku drzwi. Otworzyła je i wpuściła przyjaciółkę do środka. Kira oniemiała z wrażenia. Kim wyglądała, można by rzec wręcz zwyczajnie, ale za to wyjątkowo ślicznie. Miała na sobie rozkloszowana, czarną spódnicę z eko skóry, biły top na ramiączka i czarną ramoneskę. W talii przewiązaną miała czerwoną koszulę w kratkę, a na nogach (o zgrozo!) białe coversy. Włosy związała w uroczą kitkę, a na twarzy zamiast mocnego makijaży miała krem BB, lekkie czarne kreski na oczach i jedynie mocne czerwone usta.
- Przepraszam, ale chyba pomyliła pani mieszkania- zażartowała Kira.
- Bardzo zabawne- odparła kim. - Aż tak źle wyglądam?!
- Nie. Chodzi o to, że wyglądasz ślicznie, całkiem inaczej niż zwykle- wyjaśniła Kira.
- Nawet ja mam delikatną stronę- mówiąc to Kim uśmiechnęła się dumnie. - A teraz wypad do twojego pokoju. Mamy tylko 20 minut żeby zrobić cię na bóstwo, a z tego co widzę to jesteśmy w kropce.
     Po 20 minutach żmudnej pracy, Kim udało się doprowadzić Kirę do porządku. Zmusiła ją nawet do założenia spódnicy. Kira wyglądała równie ślicznie co Kim, a nawet ładniej. Jej strój przepełniony był romantyzmem. Miała na sobie jeansową, rozkloszowaną spódniczkę, która sięgała jej od tali  do połowy ud. Do niej założyła białą koszulę w czarne kropki z krótkim rękawem, która Kim kazała jej zapiąć pod samą szyję i związać w tali, tak aby było widać, gdzie zaczyna się spódniczka. Swoje śliczne rude włosy spięła w luźnego warkocza. Tak samo jak kim nie zrobiła sobie zbyt mocnego makijażu, nałożyła jedynie krem BB i różowy błyszczyk. Cały strój dopełniła czarnymi conversami. Obie były gotowe, aby zobaczyć swój ulubiony zespół. Wyruszyły więc.
    Kiedy były już na miejscu, odebrały swoje bilety i ruszyły w kierunku sceny. Zanim weszły na stadion, na którym rozstawiona była scena, pokazały jeszcze swoje bilety ochronie i każda z nich dostała małą metalową tabliczkę z numerem. U Kim był to numer 731, a u Kiry 525. Ochroniarze nie powiedzieli im do czego są te numerki, powiedzieli jedynie, aby je zatrzymały, bo mogą się im jeszcze przydać. obie niesamowicie szczęśliwe ruszyły w kierunku swoich miejsc. Za 10 minut miał zacząć się koncert.
    Pozostało jedynie ostatnie 5 minut do rozpoczęcia koncertu, a Vixx nadal nie wiedzieli jaką niespodziankę ma dla ich fanów manager. Najgorsze było to, że on po prostu gdzieś wybył, a chłopaków zostawił jedynie z karteczką mówiącą aby się niczym nie martwili i ze pokaże im niespodziankę pod koniec koncertu. W takiej sytuacji mogli jedynie zostawić wszystko w jego rękach i mu zaufać.

3... 2... 1... - rozlega się odliczanie niecierpliwych fanów.

  Słychać głośny huk i po kolei zaczynają wystrzelać setki fajerwerek, formujących na niebie Rovixxa. na scenę wybiegają członkowie Vixx ubrani na czarno ze złotymi akcentami.
- We are Vixx. Real Vixx
Pisk fanów. Nawet Kira ma ochotę piszczeć ze szczęścia. Nigdy jeszcze nie była, aż tak szczęśliwa.
Słychać muzykę. Koncert zaczyna się od piosenki "Error". Fani są zachwyceni. widać że chłopcy długo pracowali na taki efekt. Ich każdy ruch jest idealnie przemyślany, a głosy olśniewają. Nie brakuje również akompaniamentu fanów wykrzykiwanych w tle imion poszczególnych członków zespołu. Zmiana oświetlenia - teraz wszystko jest kolorowe. Nagle cichnie podkład do piosenki "Error". Chłopcy zmieniają ustawieni i nagle rozbrzmiewa "Rock your body". Kira jest zachwycona, bo to jej ulubiona piosenka. Koncert trwa tak do godziny 21, wtedy chłopcy schodzą na chwilę ze sceny. Po 10 minutach Vixx ponownie wbiega na scenę, a razem z nimi ich manager. Na scenę wjeżdża również ogromna szklana kula wypełniona małymi karteczkami.
-Uwaga wszyscy- zaczyna manager- teraz wylosujemy 6 osób, które będą miały przyjemność spędzić jeden dzień z Vixx. Każdy członek po kolei będzie losował numerek osoby z którą spędzi cały jutrzejszy dzień.
   Wszyscy patrzą oniemiali na scenę. Nikt nic nie mówi. Żadnych pisków, krzyków - nic. Nawet Vixx nic nie mówi. Nawet oni nie spodziewali się takiej niespodzianki dla fanów. Co jak co, ale nie wszyscy fani są normalni, Ich manager chyba tego do końca nie przemyślał.
-Każda osoba, która tu jest otrzymała na wejściu metalową tabliczkę z numerem odpowiadającym temu w puli - wyjaśnia. - Osoba z wylosowanym numerem podchodzi do barierki przy której stoi ochrona i pokazuje tabliczkę. Dopiero wtedy może wejść na scenę. Skoro wszystko już wiadomo. Proszę N, ty zacznij.
    N wolnym krokiem idzie w stronę puli. Kira czuje jak ktoś łapie ją za rękę. Odwraca się i widzi Kim, która z poważną miną patrzy w stronę sceny.
-Nie martw się - zaczyna Kira półgłosem.- Hyuk na pewno wylosuje ciebie.
    Kim jedynie kiwa głową z aprobatą i nie odrywa wzroku od sceny. Wzrok Kiry również wędruje w tamtym kierunku. N wreszcie wyjmuje z puli numerek.
- 102- oznajmia.
    Na stadionie słychać szmery i lekkie poruszenie w sektorze C znajdującym się po lewej stronie, najdalej od sceny. Ktoś idzie do barierek i wchodzi na scenę. Szczęściarą okazuje się  16-latka. Dość wysoka, ale o urodzie dziecka. nie potrzebuje nawet makijażu, bo jej cera jest idealna. Widać po niej, że jest bardzo nieśmiała. Cała się zarumieniła i na razie nie powiedziała ani słowa. Widać, ze N jest szczęśliwy, bo nie trafiła mu się żadna psychofanka, a normalna dziewczyna. Następny w kolejności jest Ravi, jemu trafił się chłopak. Najzabawniejsze jest to że jest on ubrany tak samo jak Ravi. Widać, ze to jego wielki fan i że będą się razem świetnie dogadywać. Kolej na Hongbina i znów dziewczyna. Jest śliczna i na dodatek w jego wieku. Hongbin nieśmiało się do niej uśmiecha i podaje jej dłoń. Ona odwzajemnia przyjacielski uścisk dłoni. Czan na Kena.
- 731 - oznajmia manager.
   Kira odwraca się i patrzy na zdziwioną Kim.
- To twój numer - szepcze.
     Kim potrząsa lekko głową. Wyjmuje numerek z kieszeni ramoneski i wolnym krokiem rusza w kierunku barierek. Po drodze w jej głowie  huczy od przypływu  emocji. "Dlaczego nie Hyuk? Było tak blisko." - myśli sobie. Pokazuje numerek ochroniarzom i z uśmiechem na ustach wchodzi na scenę. Ken na jej widok robi się cały czerwony, a fani wybuchają śmiechem. kim staje obok Kena, a ten spuszcza wzrok na swoje buty i drapie się po głowie. Kim jest przyzwyczajona do takiego zachowania facetów, ale nigdy nie pomyślałaby, że idol który może mieć na pęczki takich, jak ona będzie się tak zachowywał. Kolej na Hyuka. On wylosował chłopaka o rok starszego od siebie. Po chłopaku widać, ze lubi się bawić modą i że nie jest byle kim. nadeszła kolej na Leo. Kira już się poddała. jej zdaniem nie ma nawet szansy na to, aby jej bias wylosował akurat ją. Przecież ona nie jest taka jak Kim. Nie ma nawet co marzyć o randce z gwiazdą. Wyjmuje z kieszeni swój numerek - 525. Leo podchodzi do puli. jeszcze tylko chwila, a ostatni fan zostanie wylosowany. Cisza... Leo wyjmuje numerek.
- 525 - czyta.
    Kira podnosi zdziwiona wzrok. W sektorach słychać wielkie poruszenie. Każdy jest ciekawy, kim jest ostatnia osoba. Kira patrzy ponownie na numerek - 525. Tak to ona jest tą szczęściarą. Patrzy w stronę sceny, a tam Kim uśmiecha się do niej i ruchem dłoni pokazuje jej, aby podeszła i pokazała numerek. Kira niepewnie podchodzi do barierek, a wszystkie oczy skierowane są tylko na nią. Wchodzi na scenę i uśmiecha się do Leo - swojego największego biasa. Manager oznajmił koniec występów i wszyscy zeszli na backstage. Za kulisami manager zespołu zebrał od szczęściarzy adresy zamieszkania i numery telefonów i oznajmił, że jutro o 12 do każdego z nich przyjedzie odpowiedni członek zespołu. Wszyscy żegnają się ruszają w kierunku swoich domów, a Vixx idzie do swojej garderoby.
   3 w nocy. Wszyscy są bardzo przejęci tym co się będzie działo. Nikt nie śpi. Leo leży na swoim łóżku i wpatruje się w sufit. Nie ma pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Przecież to będzie taka jakby RANDKA. Od kiedy jest idolem nie chodzi na randki, a już w szczególności z fankami. Kątem oka zauważa że ktoś nad nim stoi i mu się przygląda.
- Leo...?
   Odruchowo przekręca głowę z której słyszy czyjś głos.
- Hmm...
Osobą która nad nim stoi okazuje się Ken.
- Mam do ciebie sprawę - oznajmia.
   Leo podnosi pytająco brwi do góry, nie spuszczając wzroku z Kena.
- Bo widzisz... Ta dziewczyna z którą mam spędzić dzień przyjaźni się z tą twoją. No i chodzi o to  że... Błagam napisz do tej Kiry, czy jak jej tam i spytaj co lubi Kim!!!- ostatnie zdanie wykrzyknął błagalnie i klęknął przy łóżku.
   Leo nie mając zamiaru nigdzie pisać przekręcił się na drugi bok i całkowicie olał Kena.

W tym samym czasie...

Kira leżała na łóżku i rozmyślała, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień z jej ukochanym biasem. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Kira wstała z łóżka z zamiarem otworzenia drzwi przyjaciółce, która zapewne nie ma w co się ubrać. Jakie było jej zdziwienie, kiedy w drzwiach zamiast Kim zobaczyła Kena. Tak, Ken z Vixx zaszczycił ją swoją obecnością i to o 3 nad ranem. Spędził w jej mieszkaniu bite 3 godziny wypytując o wszystko, co lubi Kim. Kira była tym wszystkim tak zmęczona, że po kolejnych 30 minutach wyrzuciła go z mieszkania. O 6:30 mogła wreszcie spokojnie pójść spać. Biedna nie spała jednak zbyt długo, bo o 9 rano rozbrzmiał dzwonek "Rock tour body" oznajmiający , że czas wstawać. Kira wstała z łóżka, z zamiarem pójścia do łazienki. Wyszła ze swojego pokoju, weszła do salonu i nie mogła uwierzyć własnym oczom. W całym pokoju porozstawiane były bukiety czerwonych róż. Wszystkie były takie same mogłaby nawet przysiąc, że w każdym było tyle samo kwiatów. Tylko jeden z nich był inny. Na stoliku kasowym stał największy i najpiękniejszy. Każda z róż w tym bukiecie przyozdobiona była małymi perełkami. Kira zauważyła dodatkowo, że wpięty był liścik. Podeszła i odpieła go. Otworzyła liścik i jej oczom ukazało się piękne, wręcz kaligraficzne pismo. Liścik głosił: " Dziękuje i przepraszam". W prawym dolnym rogu widniał podpis - Leo. Kira na początku nie wiedziała o co może mu chodzić, ale przypomniała sobie o Kenię, który ją odwiedził.
- Więc to stąd miał mój adres - powiedziała.
- Dokładnie - odezwał się ktoś za jej plecami.
Kira szybko odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z Leo. Nie miała zielonego pojęcia co zrobić, dlatego lekko zaczerwieniona zrobiła krok w tył. Następnie powiedziała tylko, że musi iść się przebrać, na co Leo kiwnął z aprobatą głową i pobiegła do łazienki.
   Kiedy Kira brała prysznic i zastanawiała się w co by się tu ubrać na "randkę z idolem", Leo zastanawiał się czy aby nie przesadził z różami. "Co jeśli ją to speszyło? Może ona nie lubi róży? Bzdura! Każda dziewczyna je lubi, chyba..." - w jego głowie huczało od różnych myśli. Rozważał wszystkie za i przeciw, aż w końcu doszedł do wniosku, że róży było po prostu za mało i to stąd wynikało dziwne zachowanie Kiry.
     Nagle poczuł, że telefon w jego kieszeni zaczął wibrować. Wyjął go z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz - Ken. Niezadowolony zmarszczył brwi i odebrał.
- Halo, Leo?
- Tsa...
- Błagam pomóż. W co mogę się ubrać na randkę z Kim?
Kiedy miał już odpowiedzieć na błagania Kena z łazienki wyszła Kira. Leo odruchowo spojrzał w jej stronę i telefon wypadł  mu z dłoni. Kira bowiem miała na sobie jedynie ręcznik, który nie zakrywał zbyt wiele jej ciała. Biedny Leo z wrażenia się zarumienił, a jego telefon wylądował z łoskotem na podłodze. Kira zapominając, że ma na sonie tylko ręcznik ruszyła aby podnieść telefon przez co Leo zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Kiedy już podniosła telefon zauważyła, że Leo nie zdążył się rozłączyć.
- Halo, Ken? - zaczęła niepewnie.
- Kira? Kira! Błagam pomóż co mogę założyć na randkę z Kim - wykrzyczał tym swoim idealnie wyćwiczonym błagalnym tonem.
- Najlepiej będzie jeśli ubierzesz się elegancko, ale na luzie. Kim uwielbia... - nie zdążyła dokończyć, bo Ken się rozłączył.
Kira spojrzała na wyświetlacz i wyciągnęła rękę przed siebie w celu oddania telefonu Leo.
- Zawsze chodzisz po domu w samym ręczniku? - spytał z kamiennym wyrazem twarzy chwytając do ręki telefon.
- Czemu pytasz? - spytała zdziwiona.
Właśnie w tym momencie przypomniała sobie, że zapomniała o ciuchach, kiedy szła się kąpać i że przez to wyszła z niej w samym ręczniku. Biedna Kira cała się zarumieniła i ze łzami w oczach pobiegła do swojego pokoju. Zatrzasnęła za sobą drzwi.
- Jak mogłam się tak zbłaźnić  przed swoim biasem? - powiedziała sama do siebie.
- Przepraszam - odezwał się głos za drzwiami.
Na ustach Kiry zakwitł lekki uśmiech, zamknęła drzwi na klucz, otarła łzy i podeszła do szafy. Zaczęła wyjmować z niej wszystkie swoje najlepsze ciuchy. Długi czas szukała idealnego stroju, aż wreszcie się udało. Zdecydowała się na klasyczne czarne rurki, biały top sięgający do pępka, czarną ramoneskę z przypinkami i czerwone conversy. Umalowała się i spięła włosy w luźnego koka na czubku głowy. Kiedy skończyła już się szykować wzięła z szafki telefon i spojrzała na godzinę była 11. Ciekawe co Leo robił przez cały ten czas? - pomyślała. weszła do salonu. Przez chwilę myślała już, że Leo po prostu sobie poszedł, zauważyła jednak coś, co przyprawiło ją o palpitację serca. Na kanapie w jej salonie smacznie spał sobie nie kto inny jak Leo, przytulony do wielkiej puchatej pandy z czerwona kokardą. Nie mając zielonego pojęcia co zrobić w takiej sytuacji Kira usiadła na fotelu obok kanapy i zaczęła przyglądać się swojemu ukochanemu biasowi. Nigdy by nie pomyślała, że przytrafi jej się coś takiego, jak spędzenie dnia ze swoim  idolem. Swoją drogą to ciekawe czemu przyszedł tak wcześnie, przecież miał być dopiero o 12 - pomyślała. Kira zarumieniła się, ponieważ przyglądając mu się stwierdziła, ze na żywo jest jeszcze przystojniejszy. Speszona swoimi myślami spuściła wzrok na trampki. Po chwili usłyszała cichy trzask sprężyn w kanapie. odruchowo przekręciła głowę w tamtą stronę i wytrzeszczyła oczy bo twarz jej biasa znajdowała się zaledwie 10 cm od jej twarzy. Po paru sekundach mogła odetchnąć z ulgą, bo Leo z grobowa mina odsunął się od niej. Za to podsunął jej pod nos pandę z która wcześniej smacznie chrapał.
- Hmm ... ? - spojrzała na niego pytająco.
- Przepraszam - odparł odwracając wzrok w drugą stronę.
Kira poczuła, ze cała się rumieni.
-Za co mnie przepraszasz?
- Za tą akcję z ręcznikiem...
Kira już o nic nie pytała. Wzięła misia od Leo i posadziła go na podłodze. Przez myśl jej tylko przebrnęło, że to własnie misiem zajmował się, kiedy ona się przebierała. Wstała z fotela i podeszła do Leo.
- Jakie plany na spędzenie dzisiejszego dnia? - spytała z uśmiechem.
Leo nic nie powiedział ruszył jedynie w stronę drzwi, a ona za nim. Kiedy wyszli już z kamienicy w której mieszka Kira, Leo podszedł do długiej czarnej limuzyny i otworzył drzwi. Gestem dłoni nakazał jej, aby wsiadła, po czym sam też wsiadł i zamknął drzwi. Był bardzo zestresowany, bo i tak popełnił dziś wiele gaf, a nie chciał żeby Kira go znielubiła. W limuzynie na jednym ze skórzanych siedzeń leżało czerwone pudełeczko. Leo wziął  je do ręki i podał Kirze.
- To dla mnie? - spytała.
Kiwnął głową, a ona otworzyła je. W pudełku był złoty wisiorek z serduszkiem, na którym wygrawerowane było jej imię.
- Zapniesz? - spytała i podała mu wisiorek do ręki.
Leo zapiał wisiorek delikatnie się uśmiechając i natychmiast speszony odsunął się od niej. Nastała cisza.

Jechali tak w ciszy 30 minut i Kira coraz bardziej zaczynała się niecierpliwić. Mimo to cały czas uśmiechała się na sama myśl, co będą robić z Leo przez cały dzień i kiedy ten dzień się dla niej skończy. Leo za to rozmyślał o tym, czy Kira będzie się z nim dobrze bawiła. Przecież tak dawno nie był na randce. Nie wróć TO NIE JEST RANDKA to tylko dzień z fanką! - pomyślał i potrząsnął głową. Wyjrzał za okno i z ulgą stwierdził, że są na miejscu. Limuzyna się zatrzymała, a Leo wysiadł i przytrzymać drzwi dla Kiry. Kiedy już wysiadła, zamknął drzwi i nakazał kierowcy, aby ten odjechał. Sam bacznie przyglądał się Kirze, która z uśmiechem na ustach przyglądała się miejscu, do którego ją zabrał.
- Uroczo - zwróciła się do niego z uśmiechem na ustach.
Mam nadzieję, że to nie sarkazmu - pomyślał.
- To od czego zaczynamy - spytała.
Leo w odpowiedzi wskazał głową w stronę diabelskiego młyna, na co Kira uśmiechnęła się.
- Zaskoczył mnie - zaśmiała się.
Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę wejścia do wesołego. Kiedy byli już na dziedzińcu Kira zauważyła, że nie ma tam nikogo oprócz niej i Leo.
- Jesteś pewien, że nie jest zamknięte? - spytała niepewnie.
- Wynająłem je na dzisiaj, dlatego nikogo tu nie ma - odparł.
Kira lekko cała ta sytuacja speszyła, ale zaraz przypomniała sobie, że Leo robi to wszystko dla niej.
   Ruszyli w stronę diabelskiego młyna. Szli ścieżką usypana z płatków róż. Było idealnie, Kira dobrze zdawała sobie z tego sprawę, dlatego zatrzymała się i puściła jego dłoń. Leo spojrzał na nią zdziwiony. Nie miał zielonego pojęcia o co jej chodzi. Wystraszył się, że zrobił coś nie tak, coś czym ją uraził. Kira przestała się uśmiechać. Wyglądało na to, że intensywnie nad czymś myślała, po chwili jednak uśmiechnęła się do niego dobrodusznie. Leo postanowił zaryzykować i spytać.
- Czy coś się stało?
- Nie... Tzn. Tak... - w jej głowie huczało od nadmiaru myśli, nie wiedziała co zrobić, żeby go nie urazić.
- Czyli stało się coś, tak?
- Bo widzisz... - zaczęła i spuściła głowę w dół. - To wszystko, co robisz jest takie wspaniałe. Wręcz idealne.
Na te słowa Leo uśmiechnął się, czując, że Kira docenia jego starania.
- Sęk w tym, że ton jest trochę jak randka, a to nie miała być randka. To miał być normalny dzień tyle, że wyjątkowy, bo spędzony z moim największym biasem. Nie chcę czuć się, jak na randce. Miałam cię poznać, a nie się w tobie zakochiwać. Rozumiesz?
Właśnie w tym momencie zrozumiał wszystko. Starał się zrobić z dzisiejszego dnia idealną randkę, tylko że to nie była randka. Ze smutną miną kiwnął głową, na co Kira uśmiechnęła się.
- W takim razie zacznijmy od nowa. Cześć Leo, jestem Kira i jestem twoją największą fanką. Mamy dzisiaj spędzić razem cały dzień.
Zaśmiał się, naprawdę zaśmiał się, czego nie robił od dłuższego czasu. Kira zarumieniła się i spuściła głowę w dół. Zrobiło jej się trochę głupio, co Leo od razu zauważył i wyciągnął rękę w jej stronę.
- Miło cię poznać. Jak chciałabyś spędzić ten dzień?
- Zacznijmy może od lodów - zaproponowała z pełnym entuzjazmem.
Leo sięgnął do kieszeni i wyjął z niej telefon. Kiedy chciał już wystukać numer, Kira złapała go za rękę jakby wiedząc, co on chce zrobić.
- Nawet nie ma mowy. Przejdziemy się na piechotę i nie musisz wynajmować żadnej lodziarni, bo znam miejsce gdzie mają świetne lody.
Uśmiechnęła się do niego, a on trochę niechętnie, ale schował telefon do kieszeni. Kiedy chciał złapać ją za rękę, Kira zaśmiała się i odsunęła.
- Pamiętaj, jestem tylko fanką - powiedziała i ruszyła przed siebie.
Szkoda - przeszło mu przez myśl i potrząsnął głową. Ruszył za nią.
       Po 10 minutach byli już na miejscu. Kira odwróciła się na pięcie w stronę Leo i uśmiechnęła.
- Jak ci się podoba? - spytała.
To co widział podobało mu się i to bardzo. Dziewczyna przyprowadziła go do raju na ziemi. Byli w parku. Pełno tam było rodzin z dziećmi, zakochanych par, dzieciaków z psami itp. Miejsce przepełnione było szczęściem. Kiedy Leo zachwycał się parkiem, Kira podeszła do budki z lodami i kupiła dwie porcje lodów czekoladowych. Podała mu jedną porcję. Leo sięgnął po portfel, aby oddać jej pieniądze za lody.
- Daj spokój to tylko lody - zaśmiała się i ruszyła w kierunku stawu, a on za nią.
   Oboje usiedli na ławce nad stawem i jedząc lody przyglądali się ludziom znajdującym się w parku.
   Kira uważnie przyglądała się Leo. Była taka szczęśliwa.
- Jak to jest być idolem? - wypaliła po chwili.
- Poniekąd całkiem normalnie, ale czasem bywa ciężko - odpowiedział jej spokojnie.
   Kira nie oczekiwała innej odpowiedzi. Dobrze wiedziała, że Leo jest osobą raczej małomówną, ale to właśnie to sprawiało, że tak bardzo go lubiła. Westchnęła cicho i uśmiechnęła się pod nosem.
    Czas w parku mijał im tak szybko, że zanim się spostrzegli była już 15. Kira zaproponowała, że pokaże mu, czym to ona się zajmuje, na co Leo chętnie się zgodził. Na mieście złapali taksówkę. Kira wskazała miejsce docelowe i zapłaciła.
    Kiedy byli już na miejscu Leo doznał lekkiego szoku. Spodziewał się wszystkiego. Jakiejś uroczej kawiarenki, przedszkola, sklepu muzycznego, ale nie szpitala.
    Spojrzał niepewnie na Kirę, ale nie zauważył nic poza tym, że wydawała się ona być nadzwyczaj szczęśliwa. Z uśmiechem na ustach ruszyła w kierunku wejścia do szpitala. Leo westchnął i podążył jej śladem. Wewnątrz szpitala przywitała ich jakaś pielęgniarka.
- Kira! Nareszcie jesteś. Już myślałam, że dzisiaj nie przyjdziesz - mówiąc to uścisnęła Kirę.
- Początkowo też tak myślałam, ale trochę się po zmieniało.
    Pielęgniarka odsunęła się od Kiry i zmierzyła Leo podejrzliwym spojrzeniem.
- To twój chłopak? - spytała z bananem na twarzy.
- Nie, ale myślę, że może się tu dzisiaj przydać. To my będziemy lecieć dalej. Dzieci nie mogą czekać - wypowiadając ostatnie słowa złapała Leo za ramię i pociągnęła w głąb korytarza.
    Zaciągnęła go do jakiegoś pomieszczenia, wyglądającego na kańciapę lekarzy. Zabrała stamtąd jedynie gitarę akustyczną i znowu gdzieś pognała.
- Najpierw pójdziemy na oddział onkologii dziecięcej. Ja będę grała na gitarze, a ty będziesz śpiewał - powiedziała głosem nie znoszącym sprzeciwu.
     Skręciła w kolejną uliczkę, a Leo posłusznie powłóczył za nią. Po kilku minutach byli na miejscu. Stali naprzeciw drzwi prowadzących na oddział onkologii dziecięcej. Kira z grobową miną spojrzała na Leo.
- Jesteś gotowy? Jak tam wejdziemy to nie będzie już odwrotu.
Leo poczuł gulę w gardle. Przełknął głośno ślinę i kiwnął głową. W tym momencie wyraz twarzy Kory diametralnie się zmienił. Uśmiechnęła się i nacisnęła na klamkę. Oboje weszli do pomieszczenia.
- Ciocia Kira! - krzyknęły chórem dzieci.
      Leo już rozumiał, czemu Kira była tak poważna, kiedy pytała go, czy chce wejść. Ten widok mógłby każdego przerazić. Większość tych dzieci była po ciężkiej chemioterapii. Wszystkie były chude, łyse z podkrążonymi oczami. Pomyśleć, że te małe, kruche istoty już tyle w swoim życiu przeszły.
      Kira usiadła na jednym ze szpitalnych łóżek i przytulia do się nie małą dziewczynkę (na oko 7-8 letnią).
- Hej Yokata. Słyszałam, że wczoraj miałaś chemię - powiedziała z uśmiechem na ustach.
- Tak, pan doktor powiedział, że to już jedna z moich ostatnich.
     Teraz Leo zauważył smutny błysk w oku Kiry. Domyślił się co to oznacza. Dla dziewczynki nie ma ratunku. Jej ciało jest tak słabe, że to rzeczywiście jedna z jej ostatnich chemii.
- No nic - powiedziała Kira, a uśmiech na jej twarzy jakby powrócił. - To co wam dzisiaj zagrać?
- "Girls, why?" - odezwał się jakiś chłopiec. - Proszę. Tak dawano nam tego nie grałaś.
- Ok. Lee, niech ci będzie. Leo zaśpiewasz?
-Jasne - odparł.
   Już nie mógł się doczekać, on też chce zrobić coś dla tych dzieci.
   I zaczęło się. Kira grała na gitarze, a Leo śpiewał. Jeszcze nigdy nie był tak szczęśliwy z tego co robi. Wystarczyło tylko spojrzeć na Kirę i te dzieci, a uśmiech sam pojawiał się na twarzy.
    Zagrali jeszcze kilka piosenek i pogadali trochę z dziećmi. Nawet Leo ze swoją małomównością przy tych dzieciach nadawał, jak katarynka. Kiedy Kira oznajmiła, że muszą już iść, był bardzo zawiedziony. Godzina wystarczyła, aby przywiązał się do tych dzieci.
    Pożegnali się z nimi i wyszli z sali. Szli w ciszy korytarzem. Kira się już nie uśmiechała, nawet na niego niego nie patrzyła. Leo bardzo to martwiło, nie był pewien, czy nie zrobił czegoś źle. Nagle Kira zatrzymała się przed drzwiami prowadzącymi do kolejnej sali.
- Skoro tamte dzieciaki nie zrobiły na tobie wrażenia, to mogę cię zabrać i tutaj. Tylko nie zrób nic głupiego i zachowuj się w miarę cicho.
     Nacisnęła klamkę i oczom Leo ukazało się wnętrze pomieszczenia. Było sporo mniejsze od poprzedniej sali i znajdowały się tu tylko 4 łóżka. Leżały na nich dzieci podłączone do jakiejś aparatury. Kira wzięła spod ściany dwa krzesła i postawiła je na środku sali. Usiadła na jednym z nich i zwróciła się do Leo.
- Dla nich też gram. Mam wrażenie, że jeśli będę to ciągle robić, to w końcu się obudzą. To dziwne, ale wierze z to, że ich wola żucia jest na tyle wielka, aby wkrótce się obudzili. Co powiedz na "Only you" ? Oni lubią cichą muzykę.
- Czemu nie - odparł siadając na krześle obok niej.
       Tutaj także spędzili godzinę. Następnie Kora oznajmiła, że na dzisiaj już wystarczy, w końcu Leo musi oszczędzać swój głos. Zabrała go do kawiarni niedaleko szpitala. Zamówiła dla siebie i Leo, gorącą czekoladę i szarlotkę.
- To moje ulubione ciasto - oznajmiła stawiając przed Leo niego porcję. - Mam nadzieję, że i tobie posmakuje.
- Dziękuję - odparł nieśmiało Leo.
- Hmm... Skoro już wiesz czym się zajmuje, to może masz do mnie jakieś pytania - zagadnęła oblizując łyżeczkę po cieście.
        Leo upił łyk gorącej czekolady i niepewnie spojrzał na Kirę.
- Jak to możliwe, że jesteś lekarzem, przecież jesteś na to za młoda?
- Masz rację. Jestem za młoda na lekarza, ale nigdy nie mówiłam, że nim jestem.
- Jak to?
- Po prostu źle mnie zrozumiałeś. Powiedziałam, że pokażę ci czym się zajmuje, a nie gdzie pracuje. Puki co jestem jeszcze studentką, a do tamtego szpitala przychodzę w ramach wolontariatu. Teraz rozumiesz?
- Tak.
- Jeszcze jakieś pytania?
- Ile masz lat i co studiujesz?
- Wow, nie sądziłam, że jesteś taki ciekawski. 21 lat i jestem na drugim roku medycyny.
- Zawsze grasz tym dzieciom nasze piosenki, czy tylko chciałaś się podlizać?
- Zazwyczaj gram wasze, ale są oddziały na których dzieci chcą! Żebym zagrała coś innych zespołów.
   Kira upiła łyk gorącej czekolady i uśmiechnęła się do Leo.
- Dobra teraz moja kolej, bo czuję się jak na przesłuchaniu.
- Niech ci będzie, ale zadań ci ostatnie pytanie.
- Ok.
- To długa historia i noir jestem pewna, czy powinnam ci ją opowiadać. Musi ci wystarczyć to, że moi rodzice nigdy nie pochwalali mojej miłości do muzyki i tak jakoś wyszło.
    Znowu zobaczył w jej oczach ten sam smutek, co w szpitalu.
- Przepraszam, nie było pytania - powiedział.
    Kira nagle jakby obudziła się z transu, ponownie się do niego uśmiechnęła.
- Ok. Czyli moja kolej. Do której możesz jeszcze spędzać ze mną czas?
   Leo spojrzał na zegarek.
- Jest prawie 18, więc mamy jeszcze trochę czasu.
- Tzn? Ile?
- Tajemnica.
- No dobra... To może pójdziemy do mnie i obejrzymy jakiś fil. Zrobimy popcorn i będzie prawie, jak w kinie. Zadzwonił do Kim, żeby wpadła z Kenem. Zobaczysz będzie fajnie.
- Świetny pomysł - odparł. - Pójdę tylko do toalety i możemy jechać do ciebie.
- Ok. Ja poczekam na zewnątrz - wskazała na drzwi wyjściowe i z uśmiechem na ustach wyszła.
     Leo nie poszedł jednak do łazienki. Wyjął telefon z kieszeni i napisał do Kena, po czym wyszedł z kawiarni. Złapali z Kira taksówkę i wrócili do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło - do starej, kochanej kamienicy.


- Co oglądamy? - spytała wkładając do mikrofali torebkę z popcornem.
- Nie mam pojęcia... Może ty coś wybierz - zaproponował przyglądając się, jak dziewczyna staje na palcach, aby dosięgnąć do miski, która stała wysoko na kuchennej półce.
      Westchnął i podszedł do Kiry. Zdjął miskę z półki i kiedy podawał ją Korze musnął niechcący opuszkami palców jej dłonie. Kira zarumieniła się aż po cebulki rudych włosów. Leo znacząco odchrząknął, co sprawiło, że dziewczyna powróciła do normalności. Odwróciła się na liście i ponownie podeszła do mikrofali.
- Wolisz zwykły popcorn czy z masłem? - spytała wsypując podgrzania zawartość papierowej torebki do miski. - Ja osobiście wolę zwykły, ale jeśli chcesz to mogę jeszcze zrobić z masłem.
- Nie, ja też wolę zwykły - odparł przyglądając jej się dokładnie.
        Kira znów spłonęła rumieńcem, w afekcie złapała niesforny kosmyk włosów i schowała go za ucho. Leo natychmiast zareagował. Podszedł i wyjął kosmyk zza jej ucha. Zdziwiona Kora spojrzała na niego.
- Tak wyglądasz lepiej, nie rób tamtego więcej - powiedział po czym odwrócił się na poecie i poszedł w kierunku salonu.
       Nie mógł tam już dłużej stać i się jej przyglądać. Ta mała osóbka budziła w nim tyle różnych odczuć, że nie potrafił się już przy niej powstrzymywać żeby nie zrobić nic, czego mógłby potem żałować. W przeciwieństwie do niego, Kora została jeszcze na chwilę w kuchni. Usiłowała się dodzwonić do Kim, ale ta nie odbierała. Przed wyjściem z kuchni musnęła opuszkami palców ucho, za które wcześniej składała włosy i uśmiechnęła się sama do siebie.
     " Nie rozumiem jej. Sama przecież mówiła, że to nie jest randka..." - myśli Leo przerwała Kira wchodząc do pokoju.
- Wybrałeś już jakiś film? - spytała stawiając miskę na stoliku kawowym, z którego wcześniej sprzątnęła różę.
    Nawiasem mówiąc wszystkie kwiaty znajdowały się teraz w łazience, do której nie było praktycznie dostępu.
- No tak jakby... Co powiedz na "3 metry nad niebem"?
- Może być, tylko pamiętaj, że to nie jest randka - odparła po czym skierowała się do swojej sypialni.
"Jakbym noir pamiętał. Tylko po co ciągnęłaś mnie tutaj skoro to nie jest randka?" - pomyślał.
     Kira wróciła  sypialni z wielkim kocem i rozsiadła się wygodnie na kanapie naprzeciw telewizora. Leo odpalił film i usiadł obok niej. Kira rozłożyła koc i przykryła nim siebie i Leo. Następnie wyciągnęła rękę, a by wziąć miskę z popcornem. Niestety Leo miał taki sam zamiar w afekcie czego popcorn się rozsypał, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Oboje zarumienieni patrzyli na siebie na wzajem. Leo zdecydował się wykonać ruch. Nieśmiało złapał podbródek dziewczyny i ta spojrzała mu prosto w oczy.
- Wiem, że kazałaś żebym pamiętał, że to nie jest randka, ale... - nie dane było mu skończyć, gdyż Kira pocałowała go.
      Był to bardzo nieśmiały pocałunek, ale pełen uczuć, którymi darzyła swojego biasa. Leo bez zawahania odwzajemnił go. Chciał ją pocałować od kiedy zobaczył ją na scenie. Już wtedy Kira zawładnęła jego lodowym sercem. Tylko co dalej?


      Rano Kira obudziła się z strasznym bólem głowy. Nie pamiętała zbyt wiele z wczorajszego dnia. Ostatnią rzeczą, którą pamiętała był pocałunek. Uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- No ładnie droga Kiro zakochałaś się - powiedziała sama do siebie.
      Podniosła się z łóżka. Spojrzała na szafkę nocną i zobaczyła kopertę. Otworzyła i był w niej mały liści mówiący "O 14 w parku. Czekam", podpisany przez Leo i ulotka o przesłuchaniach do Jellyfish Entertaiment, głosząca że potrzebują utalentowanych dziewczyn do nowego zespołu.
      Westchnęła i spojrzała na zegarek. Była 14:10.
- Niech to szlag - krzyknęła i zerwała się, jak oparzona z łóżka. - A jednak marzenia się spełniają...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Witajcie wszyscy, którzy wytrwaliście i przeczytaliście to opowiadanie do końca. Od razu mówię, że przepraszam za wszystkie błędy. Samo opowiadanie mam nadzieję, że się wam spodobało. Pracowałam nad nim bardzo długo. Tak długo, że sama już nie pamiętam, kiedy zaczęłam je pisać. Pomysł o wygranej "randce" przyszedł mi do głowy, kiedy rozmawiałam z koleżanką na temat tego, jak fajnie byłoby wygrać w totka. Dzięki tej rozmowie powstało jeszcze jedno opowiadanie, ale to nie ważne. Mam wielką nadzieję, że wam się podoba. Jeśli chcecie żeby, jeszcze coś dla was napisała, to poszycie w komentarzach. To by było na tyle.



                                                                               Kaze :-)