czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 1: Nigdy więcej nie piję!!!


      Tamtaradam!!! Z tej strony adminka Kaze. Oto moje pierwsze fanfiction dotyczące BtoB. Mam wielką nadzieje, że się wam spodoba. Jego główną bohaterka jest Suzy. Chciałabym od razu was ostrzec, ze nie chodzi tutaj o członkinię żadnego z girlsbandów i to samo dotyczy wszystkich innych bohaterów poza BtoB. Wybrałam wszystkie te imiona przypadkowo i postacie te nie mają żadnego związku z prawdziwymi ludźmi.
     Pod postem możecie dodawać wasze propozycje, z kim mogłabym napisać kolejne opowiadanie. Liczę również, że napiszecie co wam się podobało, bądź nie podobało w opowiadaniu. Miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      Jeśli choć przez moment pomyślałaś, że twoje życie jest nudne, chętnie się z tobą zamienię. Sama zawsze uważałam, że moje życie jest szaro-bure, ale wydarzyło się coś, co wywróciło mój świat do góry nogami. Zaczynamy opowieść...
   
     Nazywam się Suzy, mam nudne 20 lat, głupi 1,65 wzrostu i uważam, że życie nie ma sensu. Właśnie siedzę na dywaniku u szefa, bo jakiś "uroczy bachor" dostał nieświeżego kotlecika. Czy to moja wina, że każą nam gotować z zepsutego mięsa?! Nie, więc czemu to akurat ja zbieram "laury" za coś takiego.
    Szef (swoja drogą niezły przystojniak) patrzy na mnie, jak na ostatnią idiotkę.
- Daję ci ostatnią szansę. Co masz na swoją obronę?- pyta unosząc nonszalancko brwi do góry.
I jak, kiedy tak na mnie patrzy, mam mu powiedzieć, że ten głupi kotlet to jego wina. Niech będzie.
- To wina dostawcy. On przywiózł zepsute mięso- mówię cicho spuszczając głowę w dół, jak małe dziecko.
   Miejmy nadzieję, że i tym razem ulegnie, bo inaczej mogiła.
 -Mam już dość tych twoich ciągłych pomyłek.Jeśli mięso było zepsute, powinnaś była mnie o tym poinformować, a nie wpychać je klientom.
   No i stało się. Jest wkurwiony. Żegnaj premio.
- Od jutra tu nie pracujesz- mówi z całkowitym spokojem.
-Słucham?!
-Dobrze słyszałaś, zwalniam cię. idź spakuj swoje rzeczy.
-Zajebiście- mówię i wychodzę trzaskając drzwiami.
    Dupek. To już 3 praca, z której mnie wyrzucili w tym miesiącu. Co ja powiem Nanie? Skąd ja wezmę kasę na czynsz?
   Otwieram moją szafeczkę, która jest wyklejona wewnątrz zdjęciami BtoB. Oni to dopiero mają życie. Jeżdżą sobie po świecie, maja rzeszę fanów i nie muszą martwić się o swoje finanse. Zaczynam, pakować wszystkie swoje rzeczy, łącznie ze zdjęciami, do torby. Czuję, jak telefon wibruje mi w kieszeni.
- Kto to znowu się dobija?!
   Ten dzień oficjalnie można uznać, za nieudany. Wyjmuję telefon i patrzę na wyświetlacz. O mój kochany Daehyun. Może przynajmniej on ma dla mnie jakąś dobra wiadomość. Obieram.
-Halo, Suzy?- w słuchawce odzywa się jego cudowny głos.
-Tak, kochanie?- pytam, jednocześnie odklejając ostatnie zdjęcie Ilhoona z szafki.
-Musimy poważnie pogadać. Zakochałem się...- urywa nagle.
-Wiem, we mnie- mówiąc to uśmiecham się, jak szczerbaty do suchara i trzaskam drzwiczkami od szafki.
-Właśnie o to chodzi, że jest inna. nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale z nami koniec. Pa- rozłącza się.
         Czuję się, jakby mój świat właśnie legł w gruzach. Każda normalna laska zaczęłaby teraz wyklinać dupka, albo ryczeć, a ja idiotka wkładam słuchawki w uszy, odpalam playlistę BtoB i przy dźwiękach "WOW" wędruję do monopolowego. Nie myślę już o niczym, poza tym, aby wrócić do domu, napić się porządnego drinka i pójść spać. Jutro trzeba będzie poszukać nowej pracy. Wzdycham. Może być ciężko.
          Po 10 minutach wędrówki znalazłam się pod monopolowym. Wchodzę, chwytam koszyk i idę w kierunku win. Wrzucam dwie butelki do koszyka i zmieniam kierunek. Jeszcze tylko butelka wódki, 6 piw i 3 butelki Coli. Zaglądam do koszyka. Wszystko jest. Jak tak dalej pójdzie to wpędzę się w alkoholizm. Idę do kasy.Przede mną w kolejce są aż 3 osoby. Czyli nie tylko ja mam zły dzień. W słuchawka słyszę "Melody" i z trudem powstrzymuję łzy. Jeszcze nie teraz. Jak będę w domu to sobie poryczę. Kolejka stopniowo się zmniejsza. Patrzę na zegarek jest ok. 18, a dokładnie 17:50. Wylali mnie zaledwie 25 minut temu, jeśli by tego nie zrobili to teraz pewnie kończyłabym dniówkę. No nic takie życie. Stoję przed kasą, a a kasjerka z naburmuszonym wyrazem twarzy nabija kolejne butelki. Ja rzecz jasna pakuję wszystko do torby, ale zauważam, że patrzy na mnie, jak na jakąś pijaczkę. Uśmiecham się do niej przychylnie.
-To na imprezę- wyjaśniam.- Moja przyjaciółka ma dzisiaj urodziny.
-No tak w końcu każdy baluje we wtorki- mówiąc to uśmiecha się sarkastycznie i uderza lekko otwartą dłonią w czoło.
       Wzdycham i spuszczam głowę w dół. Dalsza dyskusja nie jest wskazana. Jakby na to nie spojrzeć, jestem na przegranej pozycji. Płacę i wychodzę ze sklepu, jak jakiś zbrukany szczeniak. Ruszam w kierunku bloku, w którym razem z Naną wynajmuję mieszkanie. Ona to ma dopiero dobrze. Rodzice fundują jej studia prawnicze i mieszkanie, a ta jeszcze dorabia w wydawnictwie, tłumacząc dla nich jakieś tam teksty. Aja? Starzy wywalili mnie z domu. Ciągle jestem spłukana i wiecznie mnie skądś wywalają. Jestem życiową porażka.
       Stojąc już przed blokiem, zauważam spadającą gwiazdę. Szybko! Pomyśl życzenie. Chcę... aby w moim życiu zaczęło się coś dziać. Może i nie wierzę w to, że życzenia się spełniają, ale byłoby miło.
       Wchodzę do bloku i pierwsze co widzę to kartka przypięta do drzwi windy "Winda nie czynna do odwołania". No i super teraz będę szła na 10 piętro na piechotę. Trudno się mówi. Sama wybrałam tamto mieszkanie, więc nie mam co narzekać. Mijam 1...3....6...9 piętro i nareszcie stoję przed drzwiami do mojego własnego raju. Naciskam klamkę i wchodzę. Na wejściu słyszę głos Nany.
-Jak ci minął dzień?
-Zajebiście- odpowiadam i czuje jak łzy same leją się strumieniami z moich oczu.
-Co się stało?- pyta zdziwiona i rusza w moim kierunku, żeby mnie przytulić.
-Nie martw się, jeśli to znowu twój szef, to nie ma się czym przejmować, każdy ma czasem zły dzień.
-Wylał mnie.....chlip .... a 5 minut później.... chlip ,..... zadzwonił Daehyun..... chlip.... i ze mną.... chlip..... zerwał.
-Mówiłam ci że to dupek, a prze dupków nie warto płakać- mówiąc to podaje mi chusteczkę i patrzy intuicyjnie w stronę torby z monopolowego, którą trzymam w reku.
          Zabiera mi torbę i rusza w kierunku kuchni, a ja za nią.
-Co powiesz na babski wieczór, na pocieszenie?- pyta, a ja w odpowiedzi uśmiecham się.    

                                  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 -Ała. Moja głowa. Ten babski wieczór to nie był dobry pomysł- łapię się za obolałą głowę.
     Mam dziwne wrażenie, że ktoś mi się przygląda. Patrzę na drugą połowę łóżka, a tam jak gdyby nigdy nic leży sobie Changseob z BtoB. marszczę brwi, a on uśmiecha się w moja stronę. Zgaduję, ze to tylko ból głowy, płata mi figle. Narzucam na siebie szlafrok i idę do kuchni. Wyjmuję z szafki kubek i łapię w rękę Colę.
-Dzięń dobry. Jak ci się spało?- słyszę za swoimi plecami.
-Dobrze- odpowiadam.
     Odwracam się przodem do Nany, pijąc Colę. W ruch idzie klasyczna wypluwka, bo zamiast Nany naprzeciwko mnie stoi Eunkwang. Otwierają się drzwi od łazienki i wychodzi z nich Ilhoon, z mokrą głową i jedynie ręcznikiem na biodrach. Uśmiecha się w moja stronę. Co jak co, ale wczoraj to nieźle zabalowałam.
    Dryń... Dryń... Dryń...- rozlega się dzwonek do drzwi.
Kiedy mam już zamiar iść i je otworzyć, ze swojego pokoju wychodzi Nana. Jest ubrana jedynie w białą koszulę, źle zapiętą na dwa guziki, dodatkowo jestem pewna, że to nie jej koszula.
-Ja otworzę- oznajmia Nana.
    Kiedy otworzyła drzwi do mieszkania weszli: Minhyuk, Peniel i Sungjae obładowani torbami ze spożywczego. Sungjae podchodzi do mnie, a reszta mijając mnie wchodzi do kuchni.
-Pomyśleliśmy, że zrobimy ci śniadanie do łóżka, ale wcześnie wstałaś- oznajmia maknae.
Bum...- trzaskają drzwi od pokoju Nany i do salonu wchodzi w samych bokserkach, drapiący się po głowie Hyunsik.
-Jak ci się spało?- pyta, uśmiechając się do mnie.
    To jest właśnie jeden z tych momentów w życiu, kiedy nie wiesz, co powiedzieć, żeby nie wysłali cię do psychiatryka. Przysięgam, więcej nie piję.
   Nie mówiąc nic, idę do swojego pokoju i kładę się do łóżka, w którym nadal leży Changseob. Przykrywam się po szyje kołdrą i zamykam oczy. Jak się obudzę, to wszystko wróci do normy, to tylko jakiś głupi sen.

  2 godziny później...

    Możesz mi wierzyć, ze wcale nie tak łatwo jest usnąć, kiedy nad twoim łóżkiem stoi 7 facetów (z czego trzech jest półnagich, a czwarty- lider pożal się Boże- trzyma dla ciebie tacę z śniadaniem do łóżka), a na twoim łóżku siedzi twoja przyjaciółka i patrzy na ciebie, jak na psychopatkę. Wariatkowo przybywam!!! Patrzę w sufit słuchając, co Nana do mnie mówi.
-Zgaduje, ze nic z wczoraj nie pamiętasz. Ja w sumie tez...- urywa, a ja w sekundę podnoszę się i siadam na łóżku.
-No po prostu świetnie- mówię głosem przesączonym ironią.- Więc podsumowując żadna z nas nie wie, skąd mój ulubiony kpopowy zespół wziął się w naszym mieszkaniu.
-No mniej więcej, ale skoro tak to widzisz to trudno- wzdycha.
-Słuchaj Nana, więcej nie pijemy, bo to się źle kończy- mówię poważnym głosem.
-Sama w to nie wierzysz- mówiąc to, sarkastycznie uśmiecha się w moja stronę.
      Jak ja kocham tę jej sarkastyczna stronę. Ona ma chyba jakieś rozdwojenie jaźni. Raz jest jak aniołek, a potem mówi coś, czego nikt by się po niej nie spodziewał. No nic dość rozczulania się nad chorobą psychiczną Nany. Czas działać. Potrząsam głową i patrzę na zegarek- 10:30. Idealna godzina, aby zacząć szukać pracy.  Wstaje z łóżka, jak gdyby nigdy nic. Ruszam w kierunku szafy i wyjmuję z niej czarne rurki i biały t-shirt z napisem "I love BtoB". Nie czekaj! Wróć! Nie mogę założyć takiego t-shirt'u, kiedy oni są w moim mieszkaniu. Ukrywam t-shirt pod stertą jeans'ów i chwytam biały sweterek. Wszyscy łącznie z Naną przyglądają mi się, a ja bez słowa wychodzę z sypialni i ruszam do łazienki. W łazience przebieram się, wiążę włosy w niesfornego koka i patrzę w lustro. Wyglądam jak śmierć- dosłownie. Podkrążone oczy. Rozmazany wczorajszy makijaż. Gorzej być nie mogło. Sięgam po mleczko do demakijażu i waciki.
-To zaczynamy operację ratowania Suzy- mówię sama do siebie.
-Nie przesadzaj. nie wyglądasz, aż tak tragicznie- za drzwiami odzywa się głos Peniela.
Czuję, ze cała się rumienię, ale postanawiam zaryzykować i spytać.
-A co twoim zdaniem wygląda "aż tak tragicznie"?
-Charyzmatyczny uśmiech Eunkwanga w nocy- odpowiada.
Sama nie wiem czemu, ale zaczynam się śmiać.
-Fakt uśmiech Eunkwanga to nie jest coś, co miło jest zobaczyć w nocy.
Dryń... Dryń... Dryń...- znowu ten przeklęty dzwonek. Chyba go rozmontuje.
Bum...
Słysze głośnie trzaśniecie drzwiami.
-Ciekawe kto tym razem. Może G-Dragon do nas wpadł?!
-G-Dragonem nie jestem, ale mam nadzieję, że cieszysz się, że przyleciałem z USA, specjalnie na twoje urodziny- za drzwiami słychać głos Joty (mojego najlepszego przyjaciela)
   No tak, przez to wszystko na śmierć zapomniałam o własnych urodzinach. Przecież dzisiaj jest 5 września. Uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze i i wychodzę z łazienki. Pierwsze co widzę to tort urodzinowy lecący w moja stronę.

                                                               C.D.N


                                                                                                             Adminka Kaze


3 komentarze:

  1. Podoba mi się, nawet bardzo i czekam na ciąg dalszy ^^ A tak przy okazji mogłabym prosić o opowiadanie z Big Bang??? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy napisałabyś opowiadanie o Bobb'im ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne :D Tylko musisz uzbroić się troszkę w cierpliwość, ale opowiadanie już ląduje na mojej liście :P

      Adminka Kaze

      Usuń