niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 1: Oto jak zaczęła się moja wielka przygoda z Big Bang...

      Witaj! Mam do ciebie jedno zasadnicze pytanie... Co w swoim życiu przeżyłeś/łaś? Wiłaś/łeś czyjąś śmierć? Może wychowałeś/łaś się w domu dziecka? Twój tatuś lub mamusia nie był/była aniołkiem? A może żyłeś/łaś na bruku? Hmm...? Wiem, że to niegrzeczne pytać o takie rzeczy obcych ludzi, dlatego najpierw ja opowiem ci co przeżyłam.
       Nazywam się Cora i od dziecka jestem popychadłem. Mam piątkę młodszego rodzeństwa. Ojciec zostawił nas kiedy miałam 16 lat i musiałam zacząć harować na rodzinkę. Zastanawiacie się pewnie co z naszą matką. Otóż mamusia nie jest aniołkiem - chla ile wlezie, przepija alimenty i rzadko można zobaczyć ja trzeźwą. Jedyną osobą w której mam oparcie jest Luna - moja najlepsza przyjaciółka. Pracujemy w tym samym klubie, ona jest barmanką, ja kelnerką. Jest ode mnie o rok młodsza, ale jej też życie nie rozpieszcza. Rodzice po rozwodzie i oboje mają ją w poważaniu. Jej największe marzenie to zostać panią doktor, ma dziewczyna ambicje, co nie? Zero pomocy ze strony rodziny, aby je spełnić. Rozumiem, że mi nikt nie pomaga, ale jej? kiedy miała 17 lat rodzice wzięli rozwód i z dnia na dzień wywalili z domu. Była bez perspektyw, a ja idiotka jej współczułam i przygarnęłam pod dach (od tego czasu jesteśmy przyjaciółkami). Jest listopad, a ona stara się za wszelką cenę pogodzić studia i pracę. W dzień chodzi na te swoje wykłady, a w nocy haruje razem ze mną w barze. Póki co jakoś udaje jej się uciułać kasę na te durne studia, ale jak długo to potrwa? Wraca z pracy śpi 3 - 4 godziny i biegiem na wykłady. Najzabawniejsze jest to, że co rano wita mnie z tym swoim entuzjazmem i oznajmia, ze jeszcze trochę i to ona będzie utrzymywać nasze małe przedszkole. Póki co ja to robię. Wstaję o 5 rano i ogarniam dla wszystkich przydział drugiego śniadania do szkoły. Na szybko gotuję obiad i zostawiam Lee (najstarszemu z rodzeństwa, poza mną oczywiście, ma 14 lat) kartkę o której co i jak podgrzać. Idę do pracy na 6 rano i siedzę tam do 16 - pracuję w restauracji rodzinnej na zmywaku. Potem wracam odrabiam z: bliźniakami (Yoo i Loko - 12 lat), Katy (10 lat), i Jią (5 lat) lekcję. Jem na szybko obiad i o 18 jestem w klubie. Tam akurat pracuje tylko na pół etatu, więc o północy jestem w domciu, jeśli tak da się nazwać tą walącą się ruderę. Mieszkamy w starym siedmiopiętrowym bloku, na czwartym pietrze. Mamy dwa pokoje, salon, łazienkę i kuchnie. Może nie wydaję się to zbyt straszne, ale dla siedmiu osób (nieraz ośmiu - kiedy mamusia sobie o nas przypomni) to nie jest nic powalającego. Na szczęście mam zmysł przywódczy i udało mi się to jakoś ogarnąć, aby nikt nie cierpiał. Lee z bliźniakami śpią w jednym pokoju. Mają tam dwa łóżka: jedno zwykłe, drugie piętrowe (to oczywiście zajmują bliźniacy), biurko i szafę. Ja, Luna, Katy i Jia gnieździmy się w drugim pokoju. Mamy w nim dokładnie to samo co chłopcy z tą różnicą że u nas oba łóżka są piętrowe i cały pokój oblepiony jest plakatami. Należą one oczywiście do mnie. Mianowicie jestem wielką fanką YG - family. Kiedy miałam 16 lat miałam nawet zamiar pójść na przesłuchanie, ale następnego dnia zostałam głową rodziny i musiałam zrezygnować ze swoich wielkich planów, Za to mojej dawnej znajomej się udało, pewnie ją znacie, nazywa się Minzy. Razem uczyłyśmy się tańczyć, więc kiedy została członkinią 2NE1 miałam małą nadzieję, że choć trochę mi pomoże - od lat żadnych listów, wiadomości... nic. Nie ważnie. To już przeszłość
         Dziś jest 9 listopada - pierwszy, od kiedy zostałam głową rodziny, (oprócz świąt) mój dzień wolny - sobota. Jest godzina 10:05, właśnie zadzwonił mi budzik, a to oznacza że czas zrobić śniadanie dla przedszkola. Podnoszę się i uderzam głową o sufit - uroki spania na łóżku piętrowym. Rozglądam się po pokoju - Katy i Jii nie ma. Pewnie poszły do salonu na bajki. Dziwnie - Luny też nie ma. Przecież miała dziś nie mieć wykładów.
- Pewnie jej coś wypadło- mówię sama do siebie.
Schodzę z łóżka i podchodzę do szafy. Wyjmuję z niej stara, zniszczone jeansy i mój ulubiony czarny t-shirt z napisem "too fast to live too young to die".
        Wchodzę do kuchni i widzę tam całe moje domowe przedszkole.
-Wszystkiego najlepszego Cora - krzyczą wszyscy razem.
No tak prawie zapomniałam dzisiaj są moje 19 urodziny. uśmiecham się do wszystkich, a Jia podbiega do mnie i rzuca mi się na szyję. Wszyscy zaczynają śpiewać "sto lat", a Luna z tortem urodzinowym staje naprzeciw mnie.
- Wszystkiego najlepszego.
- Dzięki.
- Pomyśl życzenie - mówi posuwając mi pod nos tort z zapalonymi świeczkami.
W myślach wypowiadam życzenie i zdmuchuję świeczki. Podchodzi do mnie Lee.
- Siostra... Wiem, ze to nie najlepszy moment, ale tata przysłał list - mówiąc to spuszcza głowę w dół.
- Daj mi go - mówię.
- Jesteś pewna? - pyta, na co ja tylko kiwam głową.
Lee wyjmuje z tylnej kieszeni spodni lekko pomiętą kopertę i mi ją podaje. Łapię ja w rękę i otwieram. Wyjmuję list i nagle Jia łapie mnie za rękę.
- Przeczytaj na głos - mówi tym swoim piskliwym głosikiem.
Kręcę przecząco głowa i odwracam się na pięcie. wchodzę do łazienki i zamykam za sobą drzwi. Siadam na brzegu wanny i zaczynam  czytać. "Witaj córciu! Jak tam ci się życie układa? Słyszałem, że przyjęłaś pod dach kolejnego bękarta. Biedactwo. Musisz sama na nich wszystkich harować. Jak ja się cieszę że was zostawiłem. Mniejsza... Dziś są twoje urodzinki, wiec masz tutaj w kopercie kupon w totka ode mnie. Może chociaż raz dopisze ci szczęście...". Czuję jak łzy powoli cisną mi się do oczu. Nie mogę płakać. Jeśli ja się załamię, dzieciaki w nikim nie będą miały oparcia. Zgniatam list i ciskam nim w kąt łazienki. Zaglądam do koperty i wyciągam z niej kupon.
- A co mi tam. Szczęście nie wybiera - mówiąc to  składam kupon na pół i wkładam do tylnej kieszeni spodni.
Podchodzę do umywalki i ochlapuję twarz wodą.
- To będzie ciekawy dzień - mówię sama do siebie i wycieram twarz o ręcznik.
- Masz rację odzywa się głos Luny za drzwiami.
- Cora! Wyłaź z tej łazienki. Jest już 10:30 - wchodzi jej w słowo Yoo.
Naciskam klamkę i wychodzę z łazienki z uśmiechem na ustach - nie mogę im pokazać, że byłam smutna.
- Musisz się pośpieszyć - mówi z entuzjazmem Loko.
- Czemu? - pytam zdziwiona, - przecież mam dzisiaj wolne.
- No bo widzisz ... - zaczyna nieśmiało Jia.
- Umówiliśmy cię na przesłuchanie do YG - kończy za nią Lee.
- CO?! - patrzę na nich szczerze zdziwiona.
- Tylko się nie denerwuj - mówiąc to Luna staje naprzeciw mnie i kładzie mi ręce  na ramionach.
- Jak mam się nie denerwować?! Wiecie przecież, że nawet jeśli mnie przyjmą to nie będę mogła zostać trainee.
- Niby czemu nie? - uprzejmie pyta Lee.
- Bo wtedy musiałabym rzucić pracę, a tego nie mogę zrobić - wzdycham. - Skoro tak wam zależy to pójdę. W końcu mam dzień wolny, ale na nic więcej nie liczcie.
- Jej... ! - krzyczą wszyscy.
- to na którą to przesłuchanie? - pytam.
- Na 12 - odpowiada Luna. - A i jeszcze jedno. Kiedy cie zapisywałam spotkałam Minzy i ona osobiście poręczyła za ciebie, dlatego na twoje przesłuchanie mają wpaść: Papa Yang, G - Dragon, CL i Minzy. Resztę masz tutaj - mówiąc to wsuwa mi w dłoń mały świstek papieru.
Nawet na niego nie patrzę, od razu wsuwam go do kieszeni. Trochę zbiło mnie z tropu to, co Luna mówiła o Minzy. No nic było minęło, nie ma sensu do tego wracać.
- No dobra! A teraz mówcie mi, gdzie mój tort - mówiąc to entuzjastycznie klaszcze w dłonie.
    Wszyscy idziemy z powrotem do kuchni i jemy tam tort, popijamy kakao i śmiejemy się. Nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy wszyscy tak szczęśliwi. To dziwne, ale czuje że dziś coś w moim życiu się zmieni. Mam tylko nadzieję, że na lepsze.

   Jest 12, a ja wraz z całym przedszkolem stoję pod wejściem do gmachu YG. Biorę głęboki oddech, a rozpromieniona Jia łapie mnie za rękę.
- Nie martw się Cora będzie dobrze - mówi tym swoim słodkim głosem, a ja wiem, ze ma racje.
Uśmiecham się do niej i wszyscy razem wchodzimy do środka. Może i nie zostanę trainee, ale będę wiedział, co by się stało gdybym wtedy spróbowała. Podchodzimy do recepcji. Wyjmuję ze spodni kartkę, którą dostałam od Luny i podaję ja recepcjonistce. Ona uśmiecha się do mnie.
- Spóźniłaś się 5 minut - zaczyna, a ja czuje ze ulatuje ze mnie cały mój entuzjazm - ale to nic. Oni nie mogą tam z tobą wejść, muszą zaczekać tutaj - dodaje wskazując na moje male przedszkole.
 
5 minut później.
  Stoję sobie właśnie, jak ostatnia idiotka pod studiem i zastanawiam się czy wejść. Nagle wpada mi do głowy nikczemny pomysł, aby wziąć dupę w troki i spadać stąd zanim ktoś się zorientuje, że w ogóle tu jestem. Obracam się na piecie z zamiarem zmykania gdzie pieprz rośnie i ni stąd ni zowąd wpadam na coś twardego. Podnoszę głowę do góry i okazuje się, że wpadłam na kogoś na kogo wcale wpadać nie powinnam mianowicie TOPa z Big Bang.
- Najmocniej przepraszam - mówię z nadzieją ze nie jest zły.
- Nic się nie stało - odpowiada. - Też cię nie zauważyłem.
Oddycham z ulgą i usiłuję go minąć, ale niestety mi się to nie udaje, gdyż w ostatniej chwili TOP łapie mnie za rękę.
- Ty pewnie jesteś Cora... - zaczyna niepewnie, a ja głupia kiwam głową. - Uff... Znalazłem cię. Kim mówiła, że dopiero przyszłaś i kazała sprawdzić czy się tu nie zgubiłaś - wypowiadając ostatnie zdanie otwiera na oścież drzwi do studia i wpycha mnie do środka.
Teraz już nie ma odwrotu.
- Cora, tak? - odzywa się znajomy głos w rogu studia.
Odruchowo patrzę w tamtą stronę i mój wzrok natrafia na wzrok Minzy. Uśmiecha się do mnie, a ja odwracam wzrok. Rozglądam się po studiu i okazuje się, że jest tu trochę więcej osób niż wcześniej mówiła Luna. Wygląda na to, że Seungri, TOP, Dara i B.I też chcieli zobaczyć mój nieudolny występ. Trochę się tu ciasno zrobiło. Głos zabiera Papa Yang.
- Jaką piosenkę wybrałaś na przesłuchanie? - pyta.
- "Eyes, nose, lips" - Taeyang - odpowiadam niepewnie.
- Wejdź tam - mówi wskazując na pomieszczenie za szybą.
- Załóż słuchawki i wyluzuj się. Zaraz puszczę ci podkład - kończy za Papa Yanga G-Dragon..
- Nagramy twój śpiew i jeśli nam się spodoba to do ciebie zadzwonimy - wyjaśnia CL.
   powoli wchodzę do pomieszczenia i stają przy mikrofonie. Zakładam słuchawki na uszy i się uspokoić łomoczące serce. W słuchawkach rozbrzmiewa melodia "Eyes, nose, lips". Teraz już nie ma odwrotu. Zamykam oczy i zaczynam śpiewać - teraz jest mój moment.

  Po skończonym nagraniu wracam wraz z kochanym przedszkolem do domu i reszta dnia zlatuje mi raczej bez żadnych nowości. Mam jedyny dzień wolny, więc ogarniam dom. Sprzątam i ścieram kurze, odkurzam, robię pranie, gotuję obiad, prasuje i wiele więcej - innymi słowy robię wszystko to na co nie mam zazwyczaj czasu.
  O 20:00 wreszcie mam wolne, wszystko ogarnęłam. Sięgam do tylnej kieszeni spodni i wyjmuję z niej kupon od "tatusia". Wzdycham i ruszam w kierunku salonu. Siadam na fotelu i odpalam kanał, na którym  wyświetlane jest dzisiejsze losowanie. Na początku losowane są numery kuponów, do których właścicieli trafią małe nagrody. Losowanie za losowaniem i już tracę nadzieję, ze cokolwiek wygram. Kiedy mam już zamiar wyłączyć telewizor i pójść spać, okazuje się że zostało ostatnie losowanie, chodzi o nagrodę główną. 16 milionów dolarów. Patrzę na kupon i w myślach czytam jego numer. Nagle okazuje się, że to ten numer wygrał. Nie wierzę własnym uszom, ponownie patrzę na kupon i okazuje się że wygrałam 16 milionów dolarów.

 Tydzień później...    
Nawet nie wiecie jak taka wygrana może odmienić czyjś los. Pierwsze co zrobiłam po otrzymaniu pieniędzy z wygranej to kupiłam nam nowe, większe mieszkanie w centrum Seulu. Następnie zabrałam dzieciaki na porządne zakupy w końcu szykuje się zima, a nie mogą już chodzić w tych starych ciuchach. Nie chcę już więcej słuchać o tym, jak inne dzieci się z nich śmieją. Niewątpliwie najważniejszym moim posunięciem było rzucenie pracy i ułożenie planu oszczędnościowego, takiego abym mogła z tej kasy utrzymać dzieciaki do póki ostatnie z nich nie będzie pełnoletnie. Nie mogę przecież przepuścić całej kasy w tydzień, co to to nie. próbowałam nawet przekonać Lunę, aby i ona rzuciła prace , ale powiedziała że wystarczająco dużo dla niej zrobiłam i że woli sama zapracować a swoje studia. Póki co się poddałam, ale spróbuję jeszcze kiedyś, w końcu mi ulegnie.
   Ostatnio dzwonił nawet telefon z YG. Niestety się nie dostałam, ale cóż przecież nie wszystkie marzenia się spełniają.
 
 Kolejny tydzień później...
  Zaczynam mieć już dość tego siedzenia w domu. luny praktycznie nie ma w domu, tuła się między pracą a uniwersytetem i przez to wcale się nie widujemy. Nadal próbuję ją przekonać żeby rzuciła pracę, niestety bez skutku. Dzieciaki chodzą do szkoły, a kiedy wracają odrabiają lekcje, bawią się i idą spać. Czuję się taka samotna, jak nigdy dotąd. ostatnio nawet zaczęłam szukać pracy, ale to na nic, bo żeby zarabiać na rodzinę musiałam rzucić szkołę i nie mam żadnego wykształcenia. Wcześniej udało mi się znaleźć pracę, bo ludzie się nade mną litowali, ale teraz nie potrzebuję już litości. Siedzę sobie właśnie na kanapie w salonie i użalam się nad sobą wcinając nutelle. Nagle rozbrzmiewa dźwięk dzwonka. Patrze na zegarek - 20:00. dzieci siedzą u siebie, a Luna jeszcze nie powinna wracać z pracy. Znowu słychać dzwonek. Wzdycham i ruszam w kierunku drzwi.
- Ciekawe kto to może być o tej porze...
Otwieram drzwi i moim oczom ukazuje się Seungri oparty o framugę drzwi.
- No cześć - mówi, a ja  osłupiała patrze na niego jak na ducha.
- Nie żeby coś, ale co ty tutaj robisz? - pytam.
- No bo widzisz... Ostatnio nasza recepcjonistka się pomyliła i dzwoniąc do ciebie powiedziała ci, że się nie dostałaś. Prawda jest taka, ze ostatnio na przesłuchaniu była laska, która nazywa się tak samo jak ty i to ona się nie dostała.
Patrzę na niego unosząc pytająco brwi do góry i zastanawiam się czy ta samotność nie przyprawia mnie przypadkiem o halucynacje.
- Witamy w YG!!! - krzyczy i z uśmiechem rzuca mi się na szyję, a ja oniemiała stoję jak słup soli.
Oto jak zaczyna się moja przygoda z Big Bang.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie ukrywam, że mam szczerą nadzieję, że rozdział 1 przypadł wam do gustu. Tradycyjnie w komentarzach piszcie co o tym sądzicie i zaproponujcie z kim mogę napisać kolejny rozdział.

                                                                                        Kaze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz